Placówki medyczne mają jedną specyfikę, która od razu stawia je wyżej na liście celów cyberprzestępców. Tu nie chodzi tylko o dane klientów czy dokumenty finansowe. Chodzi o dokumentację medyczną, historię leczenia, wyniki badań, dane osobowe pacjentów i dostęp do systemów, od których często zależy ciągłość pracy całej placówki.
Znamy sytuacje, w których przychodnia czy szpital po cyberataku wracała do kartki i długopisu. Rejestracja przestawała działać, lekarze nie mieli dostępu do historii pacjentów, a telefony nie przestawały dzwonić. Właściciel czy dyrektor mówił wtedy jedno zdanie: „myślałem, że to dotyczy tylko dużych firm prywatnych”.
To błąd, który w sektorze medycznym pojawia się wyjątkowo często.
Dlaczego placówki medyczne są dziś łatwym celem
Małe i średnie placówki medyczne zwykle mają bardzo podobny schemat działania. Jest system medyczny, kilka komputerów w rejestracji, serwer gdzieś w zapleczu, do tego backup „gdzieś robiony” i antywirus, który nie jest zarządzany centralnie i nie aktualizowany od miesięcy.
Do tego dochodzi ogromna rotacja personelu, presja czasu i praca na danych, których nie można stracić ani udostępnić nikomu poza personelem.
Cyberprzestępcy to wiedzą. I wykorzystują to bardzo skutecznie.
Scenariusze ataku mogą być różne. Najczęściej będzie to phishing ale atakujący mogą też wykorzystać luki w oprogramowaniu, luki w urządzeniach brzegowych czy usługi niepotrzebnie udostępnione na zewnątrz.
Nie jest to scenariusz z filmów. To codzienność wielu firm, w tym placówek medycznych.
Dane medyczne to jeden z najcenniejszych zasobów
Dokumentacja medyczna ma ogromną wartość. Nie tylko dla samej placówki, ale też na czarnym rynku danych. Zawiera komplet informacji o pacjencie: dane osobowe, PESEL, adres, historię chorób, wyniki badań, recepty.
Utrata takich danych oznacza kilka rzeczy naraz:
- paraliż pracy placówki
- ryzyko naruszenia przepisów o ochronie danych osobowych
- utratę zaufania pacjentów
- realne straty finansowe
Największy problem polega na tym, że w wielu miejscach dane są rozsiane po różnych systemach. Część w systemie medycznym, część w mailach, część na komputerach lekarzy, a część na pendrive’ach.
Bez kontroli nad tym, gdzie dane trafiają i kto je wysyła, prędzej czy później coś wypłynie.
Kontrola danych – czyli co daje dobrze wdrożony system DLP
Jednym z elementów, który w placówkach medycznych robi największą różnicę, jest wdrożenie systemów kontrolujących przepływ danych.
Z mojej praktyki wynika, że najwięcej problemów powodują trzy rzeczy:
- wysyłanie dokumentacji medycznej na prywatne skrzynki
- kopiowanie danych na pendrive’y
- udostępnianie plików bez kontroli uprawnień
Systemy klasy DLP pozwalają analizować treść wiadomości e-mail, załączniki oraz ruch danych w sieci. Jeśli ktoś próbuje wysłać dokument zawierający dane pacjenta poza firmę, system może to zablokować albo przynajmniej zarejestrować.
W placówkach medycznych to nie luksus. To jeden z podstawowych mechanizmów ochrony.
Backup danych – moment prawdy przy każdym incydencie
Jeśli miałbym wskazać jeden element, który decyduje o tym, czy firma podniesie się po ataku, czy będzie walczyć tygodniami, to jest nim backup, czyli kopia zapasowa danych.
W wielu miejscach backup polega na kopiowaniu danych na dysk podłączony do serwera. Problem polega na tym, że kiedy ransomware zaszyfruje serwer, zaszyfruje też backup.
Prawidłowe podejście wygląda inaczej.
Backup powinien:
- być wykonywany automatycznie
- trafiać do odseparowanej lokalizacji
- być regularnie testowany
- umożliwiać szybkie odtworzenie danych
W praktyce oznacza to często backup do zewnętrznej infrastruktury oraz dodatkowe kopie offline. Jeśli nie masz infrastruktury aby przechowywać kopie zapasowe warto skorzystać z usług zarządzalnych backup jako usługa.
Najczęściej niestety dopiero podczas awarii okazuje się, czy backup był tylko wpisem w procedurze, czy faktycznym zabezpieczeniem.
Szkolenia personelu – najsłabszy punkt, którego nie da się ominąć
Można mieć najlepsze systemy zabezpieczeń, ale jeśli pracownik kliknie w złośliwy załącznik, problem wraca.
W placówkach medycznych szkolenia z cyberbezpieczeństwa są często traktowane jako formalność. Jedno spotkanie, prezentacja slajdów i podpis na liście obecności.
To nie działa.
Szkolenia powinny być praktyczne i odnosić się do codziennych sytuacji:
- jak rozpoznać podejrzany e-mail
- jak reagować na nietypowe komunikaty systemu
- jak bezpiecznie przesyłać dokumentację
- czego absolutnie nie robić na komputerze służbowym
Największy efekt widzę wtedy, kiedy pracownicy zaczynają zadawać pytania i sami zgłaszają podejrzane sytuacje.
To oznacza, że szkolenie zadziałało.
RODO w medycynie
Placówki medyczne operują na danych szczególnie chronionych. Każdy wyciek to nie tylko problem techniczny, ale też prawny.
W praktyce oznacza to konieczność:
- właściwego zarządzania dostępem do danych
- prowadzenia rejestrów przetwarzania
- dokumentowania incydentów
- szkolenia pracowników z zasad ochrony danych (RODO)
Największy błąd, jaki widzę, to traktowanie RODO jako dokumentu w segregatorze. Tymczasem to powinien być zestaw procedur, które są wykorzystywane w codziennej pracy.
Bez tego nawet niewielki incydent może skończyć się poważnymi konsekwencjami.
Co najczęściej zawodzi w małych i średnich placówkach
Po latach pracy z różnymi organizacjami widzę pewien powtarzalny schemat.
Problemy nie wynikają z jednego wielkiego błędu. Zwykle to suma drobnych zaniedbań, które razem tworzą idealne warunki do ataku.
Najczęściej spotykam:
- brak kontroli nad przepływem danych
- backup, który istnieje tylko teoretycznie
- brak testów odtwarzania danych
- brak szkoleń lub szkolenia robione „na papierze”
- zbyt szerokie uprawnienia użytkowników
- brak procedur na wypadek incydentu
Każdy z tych elementów osobno nie wygląda groźnie. Razem tworzą środowisko, które bardzo łatwo sparaliżować.
Cyberbezpieczeństwo w medycynie to nie projekt, tylko proces
Największą zmianę widzę w tych placówkach, które przestają traktować bezpieczeństwo jako jednorazowe wdrożenie.
Bo prawda jest taka, że nie istnieje moment, w którym można powiedzieć „mamy to zrobione”. Systemy się zmieniają. Personel się zmienia. Zagrożenia się zmieniają.
Bezpieczeństwo musi nadążać.
W praktyce oznacza to:
- regularne przeglądy zabezpieczeń
- aktualizację systemów
- kontrolę przepływu danych
- testowanie backupów
- cykliczne szkolenia personelu
To standard, który pozwala uniknąć sytuacji, w której cała placówka staje w miejscu, bo ktoś kliknął w zły plik.
Prowadzisz placówkę medyczną?
Chciałbyś dowiedzieć się więcej na temat ochrony danych medycznych? Chciałbyś przeszkolić pracowników z cyberbezpieczeństwa lub RODO?
Umów krótką konsultację i sprawdź, gdzie są najsłabsze punkty.
Odezwij się do nas!
